czwartek, 28 sierpnia 2014

...kolejne placki, tym razem nie tak bardzo niskokalorycznie...

...ale za to jakie smacznie :-) Placki wciąż, jak większość moich kuchennych eksperymentów, nie zawierają białej mąki, cukru, smażę je bez tłuszczu... Jednak niestety, co damy do środka (lub również jak i w moim przypadku-na wierzch;)) robi swoje. To, co otrzymałam na moim talerzu, w smaku przypomina placki po węgiersku mojej mamy, a jak wiadomo, wszystko, co wywodzi się z maminego garnuszka zachwyca smakiem. (Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego przypomina mi się ten smak. Placki po węgiersku zrobione przede wszystkim z ziemniaków, smażone na masie oleju, z gulaszem, keczupem i śmietaną. Nie mówię, że nie lubię, jednak "składnikowo" bardzo odbiega od tego, co ja zrobiłam.)


Przepis na placki:
-1 jajko+1 białko
-3 łyżki płatków owsianych (zmielonych na mąkę)
-2 łyżki jogurtu naturalnego
-1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
-odrobina suszu warzywnego/soli/pieprzu/lub po prostu ulubionych przypraw :-)


1.Smażymy placki na posmarowanej olejem patelni (leję kilka kropel, po czym rozcieram papierowym ręcznikiem po całej patelni). Mi wyszły 3 duże placki.
2.Każdą warstwę posmarowałam Twarogiem Delikatnym President z rzodkiewką (gruuube warstwy).
3.Na wierzch dałam 2 łyżki domowego Ajvaru (uwielbiam ten dodatek, gdy jest sezon na paprykę, zaopatrujemy całą piwnicę w słoiczki z tym przetworem:)), serek camembert z grzybami (uwielbiam go, mój cichy zabójca) oraz oliwki...
Guten Appetit!

_________________________

Biorę udział w rozdaniu na blogu
http://rincewind99.blogspot.com/ :-)
http://1.bp.blogspot.com/-9QIc9lQErmU/U99_y2mS5SI/AAAAAAAAMwA/GF_ksu89a4c/s1600/rozdanie.jpg

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Wizyta w niemieckich drogeriach

Miałam okazję spędzić trochę czasu u naszych zachodnich sąsiadów. Miasteczko, ludzie i ich nieco odmienne zachowania, owszem, urzekły mnie, lecz nic nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, jak dwa niewinnie wyglądające miejsca, a mianowicie: niemieckie drogerie dm i Muller.

 

Już w pierwszy dzień odwiedziłam dm, osławiony swoją marką własną Balea,co więcej, ciągnęłam chłopaka przez pół miasta do tej jaskini skarbów.
W następnych dniach nadszedł czas na Muller. Szczerze, nie słyszalam wczesniej o tej drogerii. Dowiedziałam się na dzień przed wyjazdem, robiąc internetowy research, jednak nie wyobrazałam sobie ogromu tego miejsca. Po wejściu do sklepu moim oczom ukazał się ISTNY RAJ.

 Żele pod prysznic o powalających zapachach. Drugi od lewej urzekł mnie tak bardzo, że dokupiłam jeszcze zapas do dozownika w tym samym zapachu.
Wszystkie w cenach 0,55-0,70€.

Moja ulubiona część: włosy.
Odżywki Balea bez silikonów, wzięłam na spróbowanie, gdyz czytałam o nich na blogach. Spróbujemy, zobaczymy.
Różową odżywkę z Isany mam pierwszy raz w życiu i na moich włosach zdziałała cuda. Sprawdziłam komentarze na KWC (niezbyt pochlebne) i wierzyć mi się nie chce, że moje włosy były po niej miękkie, śliskie i wygładzone.
Spray L'oreal do włosów zniszczonych-jestem wierna tego typu sprayom z Glisskura, jednak co zaszkodzi spróbować innych marek, zwłaszcza że kupiłam go za 1,50€!


Garnier masło kakaowe i olej kokosowy-nie przypominam sobie, żebym ją widziała w Polce, a jako, ze lubię jej siostrę- Awokado i Karite, wzięłam na spróbowanie. 


Balsam do włosów Schauma. Także się nie natknęłam w Polsce, a może się mylę? Szczerze mówiąc, spodziewałam się silikonowego serum konsystencji jedwabiu, zastałam balsam, w dodatku niemiło pachnący denaturatem (po powąchaniu od razu sprawdziłam ponownie skład, czy aby nie przeoczyłam Alcohol Denat na czołowym miejscu w składzie-takie odniosłam wrażenie po zapachu, jednak jak widać, tego składnika zupełnie brak. Urzekł mnie dodatek hydrolizowanej keratyny i olejku arganowego. Balsam już wypróbowałam, nałożyłam niewielką ilość od połowy długości włosów-na pierwszy rzut oka włosy wydają się "mokre", obciążone, jednak po kilku minutach efekt znika, a w ich miejscu oczom ukazują się idealnie gładkie pasma.

 Z tego, co mi wiadomo, produkt dostępny w Polsce. Nigdy nie lubiłam produktów Schaumy, do tej odżywki przyciągnęła mnie promocyjna cena 1€. Na samym początku składu: Hydrolyzed Collagen, Panthenol, Cocodimonium Hydroxypropyl Hydrolized Keratin, Hydrolized Keratin, co jeszcze zwiększyło moje zainteresowanie produktem. Obowiązkowo wylądował w moim koszyku, mam nadzieję, że mój entuzjazm nie okaże się zgubny.

Olejek do ciała kupiony na ogromnej platformie z naturalnymi kosmetykami w Mullerze. Ciekawa jestem tylko, jak ogromna przepaść jest między procentową zawartością oleju słonecznikowego, a ze słodkich migdałów. Oprócz tego: witamina E, olej jojoba, olej z owoców róży.
Naolejowałam na noc włosy, po odpowiednim zmyciu i naturalnym wyschnięciu włosy były sypkie i miękkie jak nigdy dotąd. Wątpię, że to zasługa oleju słonecznikowego, który jest na pierwszym miejscu w składzie, ponieważ to już przerabiałam i nie było takiego efektu. Stawiam na dalsze składniki, których jeszcze nie próbowałam solo (a powinnam, i zrobię to w najbliższej przyszłości).


Gdybyście słyszały, jak mój chłopak próbował mnie zapewnić, że olejkiem do ciała nie należy smarować włosów ("Kochanie, tu jest napisane K O R P E R, czyli "body", to nie nadaje się do włosów, zaufaj mi"). Dobrze, że nie widział, że myję włosy Facelle... Cena 2,95€/100ml


Pomadka do ust, także zakupiona w Muller. Terra Naturi jest to marka własna Muller, wspomniana wyżej platforma z naturalnymi kosmetykami. Duża zawartość olejków w składzie, moje usta są zachwycone od pierwszego użycia. Cena 1,15€

 

I ostatnie dwie rzeczy z niemieckiego Rossmanna. Tonik kupiłam, ponieważ skończył mi się mój ulubieniec z Biedronki, zobaczymy czego jest wart.

Jako, że Deutschland, oprócz piwa i wurstów, to także Kraina Słodyczy, nie omieszkałam zajadać się: lodami Ben&Jerry (najlepsze lody na świecie, zwłaszcza wersja Brownie oraz Cookie Dough), batonikami Milki z oreo, niebieskimi KitKatami i różnistymi żelkami. Coca cola vanilla jest w tej samej cenie, co zwyczajna cola (u nas cena jest dwukrotnie wyższa...), co więcej, znalazłam Coca-cola koffeinfrei, Light Lemon C (light cytrynowa z witaminą C), Sprite oraz Fanta bez cukru.

A tutaj kilka słodyczy, które znalazłam w Hiszpanii:








LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...