sobota, 12 października 2013

Parówki 100% mięsa

Niestety to, co proponują sklepowe półki często zostawia wiele do życzenia.. Parówki z niską zawartością mięsa to teraz norma. Dlatego proponuję samemu stworzyć coś na kształt parówek :) Oczywiście smakiem i konsystencją odbiegają od paczkowanych gotowców, niemniej jednak polecam spróbować-zwłaszcza, że nie ma z nimi wiele roboty.
Jedyne, czego potrzebujemy, to wybrane mięso: schab, łopatka, pierś, czy co aktualnie masz w lodówce:) Jakby się uprzeć, można zrobić nawet z ćwiartek, niestety trzeba wtedy nieźle się nagimnastykować, aby takowe pozbyć kości.
Ja użyłam filet z kurczaka+kilka kawałków fileta z indyka.
1.Mielimy surowe mięso. Można to zrobić zarówno z maszynce, jak i malakserze. Dorzucamy ulubione przyprawy.
2.Rozwijamy folię spożywczą i układamy na niej części zmielonego mięsa w walcowatych kształtach.
3.Zwijamy folię kilkakrotnie wokół parówki. Następnie albo każdą parówkę z osobna obwiązujemy nitką/sznurkiem na krańcach, albo bez użycia nitki rozdzielamy każdą parówkę kilkakrotnym skręceniem folii, tak jak na tym obrazku <--klik
4.Wrzucamy gotowe zwijańce na gotującą się wodę, gotujemy min. 15 minut.



Jeżeli nie posiadasz ani maszynki, ani malaksera, zawsze można poprosić panią w mięsnym o zmielenie kawałka kupowanego mięsa. Można też użyć gotowego mielonego, jednak wtedy nie mamy pewności, jakie mięso i co, oprócz tego zostało dodane do tej "mieszanki".

czwartek, 22 sierpnia 2013

dobrze, że mam w pobliżu czujnego faceta

 Moje śniadanie z dzisiaj-potrzebowałam witaminowej bomby, bo po kilku dniach z rzędu wieczornego biegania zaczyna mi trochę z nosa cieknąć-ciężko pogodzić się z faktem, że ciepła letnia pogoda odchodzi w siną dal :(
Swoją drogą pierwszy raz w życiu wyszły mi idealne jajka na miękko. Podczas kilku moich prób albo gotowałam je zbyt długo, albo były w środku jeszcze surowe. Choć muszę przyznać, że rzadko zdarza mi się jeść jajka w zwykłej postaci. Zazwyczaj ukrywam ich tuziny w ciastach, babkach i omletach.

Gdy TŻ wybierał się na zakupy poprosiłam, żeby kupił mi coś dobrego. Dobrego w domyśle słodkiego. Dobrze, że TŻ dba tak o mnie i o moją dietę, bo chłop stwierdził, że nie jem słodyczy, więc kupił mi... wędzonego łososia. W efekcie moje drugie śniadanie wyglądało niemal identycznie, jak pierwsze, z małymi poprawkami:

Dobrze mieć przy sobie kogoś, kto sprowadzi Cię na ziemię i ustrzeże przed zawaleniem diety. Ostatnio, gdy pozwoliłam sobie na wieczorne naleśniki z nutellą, od razu następnego dnia na siłowni odczułam efekty zgubnego jedzeniowego wyboru. Nie wierzyłam w to, że jeden wyskok potrafi dać tak w kość. Ale człowiek jest niedowiarkiem, póki nie doświadczy tego na własnej skórze.

sobota, 17 sierpnia 2013

Co mówią: NA SIŁOWNI


Trafił do Was już ten filmik? Chłopaki potrafią poprawić humor :D
 Bardzo przypadł mi do gustu jeszcze ten "odcinek":


Pieczone sajgonki. Najwyższa pora zacząć dbać o swoje kłaczki :)

Cześć i czołem :)
Ostatnio się jakoś strasznie wkręciłam w blogi o pielęgnacji włosów. Usłyszałam kilka opinii na temat mojego "upierzenia" :P , jakoby stan moich włosów znacznie się polepszył. Wcześniej były one w opłakanym stanie (prostowanie od -o zgrozo!, podstawówki, okres niedożywienia, wyniszczających diet, drastycznego obcinania kalorii), a jako, ze staram się o zadbane ciało, to dlaczego włosy mają zaprzeczać definicji zdrowia?

Od dłuższego czasu spijam drożdże, siemię lniane pochłaniam wręcz kilogramami, dodaję je praktycznie do wszystkiego, co jem-bardzo mi smakuje, a przy okazji troszczy się o czystą buzię, mocne paznokcie (uwierzcie mi na słowo, sprawdzone w stu procentach;)) i najwyraźniej- o kondycję włosów.

Tak sobie przeglądam te blogi i nie mogę się nadziwić, ile "włosomaniaczki" są w stanie nawalić tego wszystkiego na łebki :P aż mi wstyd, że moje "zabiegi" kończą się na nałożeniu szamponu, odżywki i jedwabiu (który swoją drogą też podobno do najlepszych kosmetyków nie należy, ale póki co, muszę pogłębić swoją wiedzę).
Także w poniedziałek lecę do Rossa po olejek na włochy, mam nadzieję, że moje domowe urodowe eksperymenty nie skończą się porażką, tak jak to było przy rozpaczliwych próbach depilacji pastą cukrową-boli mnie na samą myśl, awrr.
 A tym czasem wrzucam przepis:)

PIECZONE SAJGONKI
Nie miałam okazji jeść tych tradycyjnych, smażonych, ale może kiedyś, kto wie :)
 Moja propozycja pewnie nie ma wiele wspólnego z tymi podawanymi w azjatyckich knajpkach, potraktowałam je bardziej jako wykorzystanie resztek (przecież nie chcemy, żeby jedzenie się marnowało :))

Składniki:
-papier ryżowy-ja zużyłam 20 listków
-30g makaronu sojowego
-150g zmielonego mięsa-u mnie schab wieprzowy, który potraktowałam malakserem
-1 marchew
-kawałek selera
-1 cebula
-kilka grzybów mun
-pędy bambusa
-ulubione przyprawy, ja wrzuciłam paprykę ostrą i słodką, pieprz ziołowy, zioła prowansalskie i mój ukochany sos sojowy-dużo sosu sojowego
lub po prostu-wrzućcie to, co macie w lodówce ;)

1.Grzyby moczymy w gorącej wodzie przez 20 min, podobnie robimy z makaronem-zalewamy wrzątkiem i zostawiamy na ~10min -najlepiej w tym wypadku sugerować się instrukcją na opakowaniu.
2.Zmielone mięso wrzucamy na patelnię i doprawiamy.
3.Marchew, seler ścieramy na tarce, cebulę, pędy bambusa i namoczone grzyby kroimy drobno, wszystko wrzucamy do podsmażonego mięsa (u mnie bez tłuszczu). Dodałam jeszcze pół niezidentyfikowanej papryczki konserwowej, którą przywlekłam z Chorwacji i z wielką ochotą włożyłam do buzi całą jedną sztukę-myślałam, że umrę, chwilę później wypiłam duszkiem 2l wody mineralnej. Od tej pory uważnie je dawkuję do potraw, a jeden malutki słoiczek starczy mi na kilka najbliższych miesięcy.
4.Całość dodatkowo przyprawiamy i dusimy pod przykryciem 20-30 minut, dolewając wody w razie potrzeby. Po upływie tego czasu ściągamy pokrywkę i dokładnie odparowujemy.
5.Wlewamy trochę letniej wody na talerz i każdy arkusz papieru ryżowego moczymy przez 2 sekundy, aby zmiękł. Układamy papier na blacie, nakładamy farsz (u mnie po bardzo kopiastej łyżce na jeden listek) i zawijamy tak jak krokiety:
z bloga zbrosiakowacocina.blox.pl

6.Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180-200* przez około 20-30min, aż się przyrumienią.


Sajgonki jedzone widelczykiem-o cholerka, ale amatorszczyzna :O
Moje zmagania z pałeczkami zakończyły się podczas próby jedzenia nimi sushi-ryba była wszędzie, tylko nie w moich ustach. W końcu się poddałam i jadłam rękoma :)
Jednak jestem europejska kobitka i bez widelca nie dam sobie rady :P

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Koniec urlopu, powrót do codzienności

Oo tak, skończyły się wszelkie moje wyjazdy. Wracam na dobre do życia, jakie prowadziłam przed rozpoczęciem wakacji. Opuściłam kompletnie bloga na ten czas, teraz będę starała się nadrobić straty.

Zauważyłam u siebie jakieś stany depresyjne i powrót zaburzeń odżywiania. Kiedy byłam poza krajem, moich myśli nie zaprzątało ciągle jedzenie, chodziłam szczęśliwa, każdy mi mówił, ze jestem wiecznie uśmiechnięta. Mimo, ze jadłam z głową, nie pozwalałam sobie na słodkości i fast foody, odmawiałam sobie spróbowania wielu regionalnych potraw, to w mojej głowie nie siedział non stop temat jedzenia. Miałam przy boku osobę, na której mi strasznie zależało i to właśnie ta osoba była powodem mojej radości. Nagle wróciłam do domu, czar prysł. Ciągłe dylematy, co by tu jeszcze zjeść, choć żołądek bolał z przejedzenia. Jadłam tak długo, aż nie czułam kompletnie smaku. Po 3 bułkach z nutellą nadchodziła kolej na następne 3 bułki z pasztetem, potem jeszcze kilka parówek, batoniki i kiełbasa. I kilka misek płatków z mlekiem. Później płacz i wyrzuty sumienia. Obiecywanie sobie, że to był ostatni raz, że muszę być silna i powiedzieć sobie stop. Po czym następnego dnia historia toczyła się tak samo.
Anoreksja, kompulsywne objadanie, jeszcze tylko bulimii brakuje mi do kompletu. Ale boję się rzygać. Kiedyś nawet próbowałam z koleżanką (zaawansowaną w tym temacie ,że tak powiem), ale mimowolnie cofałam palce, po prostu nie umiałam. Może to i lepiej, bo jeszcze by mi się spodobało.

Ale od kilku dni wzięłam się w garść. Skończyłam się nad sobą użalać, bo wiem, że nie ma możliwości powrotu mojej wakacyjnej radości. Muszę znaleźć inny sposób na sprawianie przyjemności swojej duszy i ciału. Wracam do tego, co tak kochałam przed tym dołkiem psychicznym-zdrowe jedzonko, gotowanie, siłownia, buty sportowe i radośnie nabijane kilometry siłą własnych nóg :)

Byłam dzisiaj po nowy karnet w klubie, od razu zostałam na "chwilkę", nie mogłam się oprzeć. Wykonałam swój plan treningowy, następnie 25minut bieżni (bieg 10km/h przeplatany z szybkim marszem z max. pochyleniem), po czym godzinka ćwiczeń grupowych na BOSU. Było świetnie, kompletnie odżyłam :)

JEDZENIE:
  • jestem ogromnie zadowolona z tego, że udaje mi się unikać wysoko węglowodanowego jedzenia. Co prawda ilość węgli waha się w granicach 50-150 (zależy jak bardzo kuszą mnie owoce:P) i to w dodatku są to węglowodany w większości z warzyw. Za to zawyżam podaż tłuszczów.
  • Dążę do całkowitej eliminacji słodzika (jakikolwiek by on był, stewia to nadal słodzik). Wcześniej moje jedzenie było strasznie przesłodzone (uwielbiam słodkie), teraz dzięki ograniczeniu słodzidła odkrywam nowe smaki, które wcześniej słodkość bezczelnie zatajała. Może dzięki temu zniknie mi też całkowicie ochota na słodycze i nie będę musiała zalczyć z instynktem czekoladoholika :)
  • Chciałabym stopniowo ograniczyć też nabiał, który pochłaniam w ilościach hurtowych. I niech nikt mi nie mówi, że wszystko jest dla ludzi-kostka twarogu, 2 wielkie serki wiejskie i krążek camemberta w jeden dzień nie mieszczą się w granicach rozsądku. Uwielbiam nabiał i to kolejna rzecz, z którą muszę walczyć.

Wstawiam kilka fotek z moich wakacji:

 Tureckie słodycze-dla takich przyjemności warto nachylić każdą dietę:)

Turcja gwarantuje rozrywkę nie tylko dla podniebienia, ale także i dla oczu-piękny Błękitny Meczet. W moich doznaniach swoimi kształtami przebił nawet mieszczącą się niedaleko Hagię Sofię.

 To z kolei Chorwacja. Lepiej było nie ryzykować nadepnięcia tych żyjątek ;)

Mój zawodowy pływak-nie przepuścił żadnej okazji, by pochlapać się w morzu. Na plaży pustki, ludzi chyba przerażała ogromna ilość schodów ustawionych praktycznie pionowo-jak myślicie, kto z uśmiechem na twarzy wbiegał po nich w najszybszym tempie? Oczywiście, że ja!:)

 Następny i tym samym ostatni przystanek-Bułgaria. Tu plaża i morze nie były takie piękne jak na Chorwacji, większość czasu spędzałam na hotelowym basenie lub spacerując po miasteczku.

 Trzymajcie się ciepło, jeszcze tylko 2 tygodnie wakacji, korzystajcie ile się da :)

piątek, 7 czerwca 2013

Czy to można już nazywać fasolką po bretońsku?


Kiedy mam mało czasu, jak każdy lubię szybkie rozwiązania. Ta potrawa jest świetna pod każdym względem - jest szybka, można zapakować do słoiczka i zjeść w wolnej chwili, a przede wszystkim-bardzo mi zasmakowała. Po raz pierwszy od dłuższego czasu używam fasoli do czegoś innego, niż ciasto lub muffinki.



Jak na szybką i łatwą potrawę przystało-ilość składników powala na kolana :
-puszka fasoli
-puszka pomidorów
-przyprawy, u mnie: curry, pieprz ziołowy, papryka ostra, papryka słodka, majeranek, bazylia, chilli, sos sojowy
-kawałek mięcha-ja dałam wędzoną szynkę parzoną, ale wersja z każdym innym mięskiem będzie równie smaczna :)

Sposób przygotowania również nie należy do procesów złożonych-wrzucamy wszystko do jednego gara/miski i podgrzewamy kilka minut na kuchence/w mikrofali.
[Jeśli używamy surowego mięsa, trzeba je oczywiście wcześniej poddać obróbce termicznej]

środa, 5 czerwca 2013

Za 25 dni wyjeżdżam...

... więc z tego powodu nabyłam nowe bikini. Sic, to już piąte w tym roku. Mama się ze mnie śmieje, że jeszcze kilka i będę mogła przez każdy dzień pobytu ubierać inne ;)


Ciężko mi dobrać strój, w którym mój bujny biust wyglądałby okazalej. Niestety natura mi pożałowała tu i ówdzie, chociaż kiedyś i tak miałam większą miseczkę...

 Wpadajcie wkrótce po nowe przepisy :)

poniedziałek, 27 maja 2013

Pulpeciki drobiowe w sosie pomidorowym - bez jajek

Banalnie proste, a mimo wszystko smacznie szybkie pulpeciki. Do szczęścia brakuje mi tylko ziemniaków również polanych pomidorowym sosem, jednak ostatnimi czasy rezygnuję z węglowodanów na rzecz tłuszczy roślinnych (wyjątek stanowi poranna owsianka, z której nie zrezygnuję za nic w świecie!).

-pierś z kurczaka
-2 łyżki koncentratu pomidorowego
-kilka łyżek wody
-ulubione przyprawy

Mięcho wrzuciłam do malaksera i zmiksowałam na papkę. Można kupić gotowe mielone mięso, jednak nigdy nie mamy pewności, co tak na prawdę zostało tam zmielone... Nie mam ufności do żądnych oszczędności producentów.
Mieszamy z ulubionymi przyprawami i zmoczonymi rękoma kulamy małe pupleciki.
Gotujemy trochę wody na patelni (tak, aby woda sięgała pulpetom do połowy) i wrzucamy kuleczki na wrzątek. "Smażymy" (a może gotujemy?;)) pod przykryciem.
2 pełne łyżki koncentratu wrzucamy do małego rondelka, dodajemy kilka łyżek wody, opcjonalnie przypraw i stawiamy na małym ogniu. Jeśli sos wyjdzie zbyt rzadki odparowujemy wodę, jeśli zbyt gęsty-dolewamy.

środa, 1 maja 2013

niedziela, 21 kwietnia 2013

BelVita - Ekspresowe CIASTECZKOWE LIZACZKI w CZEKOLADOWEJ POLEWIE dla Porannych Łasuchów

 

Jeśli rano nie myślisz o niczym innym, niż żeby jak najszybciej zjeść śniadanie-spróbuj tego przepisu.
Jeśli śpisz do ostatniej chwili i masz problem ze zmieszczeniem się w czasie-ten przepis jest dla Ciebie.
Jeśli podczas jedzenia kolejny dzień z rzędu porcji płatków z mlekiem/owsianki wieje śniadaniową nuudą- koniecznie to wypróbuj!
Jednym słowem szybkie, trzyskładnikowe, smaczne, moocno ciasteczkowe (bo w końcu z samych ciasteczek stworzone) lizaczki, a właściwie zwarte kuleczki na patyczkach, oblane deserową czekoladą.


-1 małe opakowanie ciasteczek BelVita
 u mnie kakaowe z nadzieniem
-1 łyżka masła
-kilka kostek gorzkiej czekolady + kilka łyżek mleka do rozcieńczenia



Ciasteczka kruszymy do rondelka , dodajemy łyżkę masła i podgrzewamy na małym ogniu do rozpuszczenia masła. Wszystko dokładnie mieszamy, formujemy dowolny kształt lizaków. Wbijamy od spodu patyczki (można użyć takich płaskich do lodów, ja miałam tylko długie wykałaczki do szaszłyków-też się nadają!) i oblewamy wszystko polewą czekoladową (kilka kostek czekolady rozpuściłam z mlekiem w mikrofalówce-15sekund).



Odstawiamy lizaki do lodówki na dosłownie pięć minut.
Mamy czas na pomalowanie się/wyprostowanie włosów/wyprasowanie sukienki.
Szybkie śniadanie z ciasteczkami BelVita już na nas czeka w lodówce ;-)


Generalnie mogą być zrobione w formie zwykłych ciasteczek/babeczek, jednak jak na prawdziwe "lizaki" przystało-są nadziane na patyczki. Dzięki temu unikniemy pobrudzenia rąk czekoladą w czasie porannego pośpiechu.



sobota, 20 kwietnia 2013

PUSZYSTE OMLETY przekładane KREMEM MARCHEWKOWYM z POLEWĄ CZEKOLADOWĄ

 Omlety
-2 białka
-1 żółtko
-1 płaska łyżka mąki owsianej
(płatki owsiane zmielone na mąkę)
-słodzidło
-łyżeczka proszku do pieczenia
-aromat waniliowy
-1/4 szklanki mleka
Białka ubijamy na bardzo sztywną pianę. Pozostałe składniki łączymy w miseczce, dodajemy do nich ubite białka, dokładnie mieszamy łyżką. Smażymy omlety na dobrze rozgrzanym teflonie (rozsmarowujemy masę na patelni łyżką-jest bardzo zbita, więc nie da się jej "rozlać"). Mi zawsze z tej porcji wychodzą 3 sztuki.


Przekładamy każdy omlet kremem marchewkowym:
-150g serka wiejskiego 3%
 -1 średnia marchewka
-słodzidło (u mnie 7-8 rozkruszonych tabletek słodzika)
-aromat waniliowy
Wszystko umieszczamy w malakserze i miksujemy nożykiem na jednolitą masę. W przypadku braku malaksera można: serek "zmiksować" końcówką do miksera z nożykiem (chodzi tylko o to, żeby rozbić grudki i uzyskać konsystencję serka homogenizowanego); marchewkę zetrzeć na papkę (na najmniejszych oczkach tarki), połączyć z aromatem, słodzikiem i serkiem.
Uwielbiam ten krem, potrafię go wyjadać prosto z miseczki malaksera, połowa kremu znika, zanim do końca usmażą się omlety;) 


Polewa czekoladowa
-2 łyżeczki kakao
-1/4 szklanki mleka
-słodzidło (ja daję 3 tabletki słodzika)
Wszystkie składniki mieszamy dokładnie w szklance/kubeczku i wkładamy do mikroweli. Jest to jednak ryzykowne, bo mleko może najnormalniej w świecie wykipieć. Dlatego zawsze uważnie czuwam patrząc przez szybkę i wyłączając mikrowelę, gdy mleko się już unosi.Wyciągam szklankę, mieszam i grzeję nadal. To taka moja wersja "na leniwca", można po prostu umieścić wszystkie składniki w małym rondelku i podgrzewać na małym ogniu, aż do uzyskania pożądanej konsystencji.
   



poniedziałek, 15 kwietnia 2013

BANNANABONki na podwieczorek

Za każdym razem, kiedy jestem na dworcu w Katowicach/Silesii (czyli codziennie, nawet po kilka razy) mój wzrok wędruje na niewielką budkę pośrodku placu. Zapach kusi, oj kusi, na prawdę ciężko się oprzeć. Jadłyście kiedyś Cinnabonki? Jeżeli dbacie o sylwetkę, lepiej ich nie próbować-wciągają jak bagno i na prawdę ciężko przejść obok nich obojętnie!

Skutecznie Was zniechęciłam? To teraz posłuchajcie: gdyby tak do cynamonowo-orzechowej masy w środku dodać banana, który dodatkowo wzbogaci smak i aromat drożdżowych bułeczek? A żeby nie zasłodzić się na amen, wciśniemy do środka po kostce gorzkiej czekolady, która przełamie słodycz wypieku.
Minęło ponad pół roku, odkąd ostatni raz zjadłam pieczywo/makaron/inne papu zawierające mąkę.
I przełamałam ten piękny sukces tym oto drożdżowym cudeńkiem. Mój licznik dni bezmącznej diety automatycznie się wyzerował, zaczynam liczyć od nowa. Nie żałuję, absolutnie, ponieważ te bułeczki są warte każdej kalorii, która w nich siedzi!

BANNANABON - cynamonowe ślimaczki z BANANOWO-ORZECHOWĄ masą, z tkwiącą pośrodku gorzką czekoladą - na prawdę warte grzechu!

  Składniki:
na ciasto drożdżowe:
-20g drożdży
-3/4 szklanki mleka
-40g cukru trzcinowego
-100g mąki pszennej pełnoziarnistej
-150g mąki pszennej
-1 jajko
-20g masła
na masę:
-łyżeczka cynamonu
-2 banany
-łyżka masła
-płaska łyżka brązowego cukru
-kilka drobno posiekanych orzechów-u mnie włoskie
dodatkowo:
-kostka gorzkiej czekolady do środka każdego ślimaczka
Wszystkie składniki muszą być w temperaturze pokojowej.

1. Drożdże kruszymy do wysokiego kubka (pożyczyłam wysoki kufel od taty, lepiej nie ryzykować, że się wyleją:)), dodajemy łyżkę cukru, łyżkę mąki pszennej, pół szklanki ciepłego mleka (nie gorącego!). Dokładnie mieszamy do rozpuszczenia drożdży, przykrywamy kilkoma ręcznikami kuchennymi i odkładamy w ciepłe miejsce na 15min.
2.Masło rozpuszczamy w rondelku z resztą mleka, odstawiamy do przestudzenia.
3. Jajko z pozostałą ilością cukru miksujemy na kogiel-mogiel. Dodajemy mąkę i przestudzone masło rozpuszczone w mleku.Wlewamy wyrośnięte drożdże.
4. Zagniatamy energicznie ciasto tak długo, aż samo będzie odchodzić od ręki. Umieszczamy drożdżową kulę w dużej misce/pojemniku, przykrywamy ręczniczkami i odstawiamy na godzinę (radzę nie zaglądać pod ściereczkę, drożdże niekoniecznie lubią, jak się je podgląda;)).
5. W tym czasie przygotowujemy mieszankę do posmarowania ciasta: mieszamy wszystkie składniki "na masę" (masło ewentualnie rozpuszczamy, aby nie było grudek-ja włożyłam do mikroweli na kilka sekund).
6. Gdy ciasto wyrośnie, rozwałkowujemy je na prostokąt o grubości 1cm.
7.Masę cynamonowo-bananowo-orzechową rozsmarowujemy po całej powierzchni prostokąta i zawijamy wszystko w roladę, którą następnie tniemy na 3 centymetrowe kawałki. Układamy w tortownicy wysmarowanej masłem w odległości 1-2cm od siebie, do każdego ślimaczka wkładamy kostkę czekolady. przykrywamy z powrotem ściereczkami i odkładamy do ponownego wyrośnięcia na 1 godzinę.


8. Po tym czasie smarujemy bułeczki mlekiem (użyłam o tego silikonowego pędzelka), aby się ładnie zarumieniły.
9. Wkładamy blachę do nagrzanego piekarnika (180*) i pieczemy przez ~20-25 min.


Najlepiej smakują na ciepło, zaraz po wyciągnięciu z piekarnika-czekolada jest jeszcze płynna, a całość aromatycznie pachnie! Zdjęcia zrobiłam dopiero dnia następnego, po całonocnym leżakowaniu bułeczki w lodówce-nie są tak efektywne, jak bym chciała:(


Posmarowałam resztą gorzkiej czekolady (stopiłam ją w mikroweli z kapką mleka).

niedziela, 7 kwietnia 2013

Co powiecie na MAK?!


Zastępowanie mąki warzywami strączkowymi stało się już moją wizytówką-zawierają w sobie na tyle skrobii, aby w pełni "odwalać brudną robotę", która zazwyczaj należy do zadań zwykłej, oczyszczonej mąki. Tak, wiem, są jeszcze mąki pełnoziarniste, żytnie etc. Niestety (a raczej stety) nie przemawiają do mnie... W pełni zamieniłam kupną mąkę na te warzywka lub na... mąkę własnego wyrobu. Przetwarzam każdego rodzaju kasze, płatki owsiane, brązowy ryż... Kombinacji jest wiele, wystarczy tylko trochę dobrych chęci, czasu i... cierpliwości.

Ochota na takie muffinki przyszła mi po zobaczeniu tego przepisu. Nie skorzystałam jednak z niego, skutecznie zniechęciła mnie ilość mąki i cukru-wszystko, co beee. Dlatego postanowiłam, że jeśli mąkę zastąpię fasolą, tak jak w moim wcześniejszym czekoladowym ciachu, wyjdzie z tego coś dobrego:)

FASOLOWE MUFFINY Z MAKIEM
spokojnie, fasola zauważalna tylko w nazwie :P Częstowałam z nimi niezliczoną liczbę osób, które mówiły, że smakują jak makowiec. Mogę to uznać za malutki sukces-przekonanie rodziców do moich zdrowszych alternatyw słodyczy nigdy nie należało do łatwych.
Składniki:
-puszka fasoli 240g
czerwona, biała-obojętnie. 
Biała będzie się wizualnie lepiej prezentować. 
Użyłam czerwonej, bo taką akurat miałam;
-90g surowego niebieskiego maku
-słodzik/cukier/miód
-2 jajka
-150g jogurtu naturalnego
-aromat do makowca (klik) lub inny (np. migdałowy, arakowy będą pasowały)
-1 łyżeczka proszku do pieczenia

Fasolę dokładnie płuczemy na durszlaku i blenderujemy na jednolitą gładką masę. Reszta czynności to już żadna filozofia-dorzucamy wszystkie składniki i miksujemy do połączenia. Wypełniamy silikonowe foremki do połowy. Pieczemy ~40-50 minut w piekarniku nagrzanym do 180* do tak zwanego "suchego patyczka".

wtorek, 2 kwietnia 2013

Lekka TORTILLA z KURCZAKIEM

Składniki na tortillę:
-1 jajko
-2 łyżki płatków owsianych
-1 łyżeczka siemienia lnianego
-łyżka jogurtu naturalnego
-sól, przyprawy, szczypta proszku do pieczenia
Wszystko wrzucamy do miseczki, dokładnie mieszamy i smażymy na patelni jedną tortillę (ja zrobiłam to bez tłuszczu).

Do tortilli wrzuciłam: podsmażonego kurczaka, paprykę, cebulę i pomidora.
Wszystko polałam sosem jogurtowym (jogurt naturalny + ulubione przyprawy).
















A że miałam dzień słabości do tortilli, stworzyłam również bardziej warzywną wersję (ostatnio jem zbyt mało surowizny, ale jestem be):

 pomysł podpatrzyłam na blogu dietetyczniesiostro.blogspot.pl


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...