piątek, 14 listopada 2014

PROTEINOWY MURZYNEK - ciasto czekoladowe w 2 minuty

W dodatku ma tylko niecałe 180kcal! W tym 28g białka!
A zrobienie go zajmuje niecałe 2 minuty...

Pamiętacie moją wersję ciasta czekoladowego z mikrofali?
Ten przepis jest podobny, aczkolwiek nie używamy w nim płatków owsianych, dzięki czemu zawiera mniej węglowodanów. Może dla niektórych to niewielka różnica, jednak jeśli ktoś liczy makroskładniki co do grama, to sprawa kształtuje się inaczej ;)


To kolejny powód, dla którego warto zaopatrzyć się w odżywkę białkową :)

Przepis:
-25g odżywki białkowej (u mnie karmelowo-mleczna)
-50ml mleka
-2 kopiaste łyżeczki kakao (10g)
-białko jaja
-1 łyżeczka proszku do pieczenia


Wszystko dokładnie mieszamy w misce, która się nadaje do użycia w mikrofali. Lepiej umieścić masę w dość wysokim/szerokim naczyniu, ponieważ ciasto sporo rośnie.

Grzać w mikrofali około 1,5minuty.


Smarujemy czym chcemy. Może to być masło orzechowe, polewa czekoladowa (przepis TU, TU i TU), dżem, domowa konfitura, syrop klonowy... zupełna dowolność :)

Smacznego!

wtorek, 11 listopada 2014

Cynamonowe ciateczka owsiane z polewą czekoladową

-1 jajko
-80g płatków owsianych
-średnie jabłko
-cynamon



Wykonanie jest banalne: trzemy jabłko na tarce o dużych oczkach, łączymy dokładnie wszystkie składniki w dużej misce. Voila!
Formujemy na kształt ciastek, pieczemy przez 15-20 min. w temp. 180*C.
Po upieczeniu zostawiłam na noc w uchylonym piekarniku.

Polewę można zrobić TAK, TAK lub TAK.
(Otwieram moje stare posty w poszukiwaniu przepisów na tę polewę i.. łapię się za głowę, ile ja wtedy słodzika wciskałam do wszystkiego :O Teraz na taką polewę daję tylko 0,5tabletki.. wtedy dawałam 3..)

A tutaj ta sama wersja zrobiona w małej keksówce (te same proporcje, lecz mniej składników), było bardziej "mokre", ponieważ zjadłam od razu po upieczeniu ;)




A tutaj moje odżywki, których aktualnie używam:




Syntrax Matrix o smaku kremu bananowego
Bardzo smaczne, aczkolwiek smak się przejada już po tygodniu.. Powoli nie mogę na to patrzeć.

A tutaj białko serwatkowe od kfd (tak się świetnie składa, że mam sklep kfd niedaleko domu, tak więc mogę zamówić przez internet i odebrać osobiście, nie muszę płacić za przesyłkę:))
Jest tanie, nie zawiera białek roślinnych (kiedyś była o to afera, teraz jest dostęp do badań potwierdzających ich brak), a smak... tutaj KARMELOWO-MLECZNY, który po prostu W-Y-M-I-A-T-A! Mogę pić litrami!

wtorek, 28 października 2014

Kruche ORZECHOWE Ciasteczka - bez mąki, bez cukru...

Wszyscy kochamy masło orzechowe miłością bezgraniczną (a jeśli jest to domowa wersja, to już w ogóle miłość na zabój). Nawet jeśli ma "trochę" tłuszczu i mocno zawyża nasz bilans kaloryczny-nie stoi to na przeszkodzie, żeby dodać łyżkę do porannej owsianki.

Tym razem masło mam zrobione tylko z orzeszków ziemnych i włoskich ze szczyptą soli.
W dodatku byłam na tyle leniwa, że nawet tych orzechów nie prażyłam-wrzuciłam do malaksera prosto z paczki.

Tych ciastek nie radzę zjadać od razu w całości. Najlepiej podzielić się nimi lub porcjować sobie na kilka dni.



Kruche orzechowe ciasteczka
bez mąki, cukru

-200g masła orzechowego-ja użyłam domowego, natomiast te sklepowe również się nadają; warto przy zakupie kierować się zawartością orzechów w produkcie;
-100g płatków owsianych
-30g (1 miarka) wheya-u mnie smak karmelowo-mleczny- dodałam go, aby zawyżyć ilość białka w ciastkach; smak odżywki nie jest zbytnio wyczuwalny w gotowym wypieku (a szkoda!), bez odżywki również wyjdą;
-1 jajko


Nie ma nic prostszego, niż zrobienie tych ciastek: po prostu wrzucamy wszystko do blendera i miksujemy:) Jako że dodałam odżywki, konsystencję miałam zbyt sypką, dlatego dolałam kilka łyżek wody i jeszcze raz wszystko zblenderowałam). Masa musi być jednolita, jednak nie lejąca-gdy włożymy w środek miski łyżkę, ta ma się w miarę trzymać zatopiona w "cieście".
Formujemy ciasteczka na papierze do pieczenia.
Pieczemy w 200*C, niestety nie spojrzałam na zegarek, ile dokladnie się piekły, obstawiam, ze było to 15-20min, jednak alarmuję o ostrożność i zaglądanie co kilka minut do piekarnika (można spokojnie otwierac drzwiczki podczas pieczenia, ciasteczka się nie spłaszczą, nie oklapną etc).

Mi wyszło z podanych skladnikow 15 ciastek. Jedno około 120-130kcal. Jednak kaloryczność oczywiście zależy od tego, na ile porcji wystarczy wam surowego "ciasta".
Chrupię je sobie po treningu :)
___________

A tak niejedzeniowo. Udało mi się w końcu dorwać bananowego Kallosa. Biegam za nim odkąd zobaczyłam go w gazetce jako nowość i nigdy nie potrafiłam go upolować w Hebe. Dziś go zdobyłam, idę testować.



wtorek, 7 października 2014

Kosmetycznie...

...czyli kilka migawek tego, co mi ostatnio wpadło w ręce.
Szampon do włosów dodający objętości-wypada najlepiej z całej przedstawinej trójki. Co prawda po jego użyciu objętość nie powala, aczkolwiek pomaga mi poskromić niesfornie odstające włosy. Nie wysusza, nie podrażnia. Póki co zastąpił miejsce Babydream i Facelle, których do tej pory używałam. Zastanawia mnie tylko tajemniczy Alcohol w składzie, czy ktoś już rozszyfrował, co to dokładnie jest?

Odżywka do włosów z wyciągiem z baobabu-niestety efektem nie powala, istnieje wiele lepszych odżywek. Póki co nic nie przebije ukochanej Balei, która jest tania jak barszcz, a robi na moich włosach cuda. Żałuję tylko, że nie zakupiłam jej więcej podczas pobytu w Niemczech.


Konturówka do brwi oraz tusz, który dostałam w prezencie :) Bardzo ładnie podkręca i wydłuża rzęsy, niestety szczoteczka jest trochę dla mnie za duża, w dodatku bardzo dużo produktu zbiera się na jej końcu. Są na rynku lepsze tusze, np niezastąpiony Lovely curling Pump up.



A tutaj suszarka z jonizacją i zimnym powietrzem z Aldi. Moja przyjaciółka jest jej posiadaczką od roku (rok temu ukazała się dokladnie w tym samym czasie), bardzo ją chwali, także jak tylko zobaczyłam ją w nowej gazetce, od razu pobiegłam do sklepu. Na szczęście w moim mieście popyt na suszarki nie jest zbyt duży, nie spotkałam się z tłumem okupującym kosze, jak w przypadku sportowych tygodni Lidla;)

A tutaj już klasyk-płyn micelarny z Biedronki, to już chyba moja setna buteleczka, a będzie ich jeszcze więcej:)

Chcąc nabyć następcę mojego zdenkowanego już pudru, rozpoczęłam poszukiwania w Super Pharmie i znalazłam ten oto egzemplarz. Kupiłam w promocyjnej cenie, także stwierdziłam, ze w razie czego dużo nie stracę. Pierwsze co mnie uderzyło, po otwarciu pudełka, to okropny zapach-męczę się z nim za każdym razem. Strasznie kiepska gąbka, która od razu znalazła inne zastosowanie-w zmywaniu paznokci :). Mam najjaśniejszy kolor, niestety moja letnia opalenizna zniknęła już całkiem, przez co posiadane pudry zaczęły być dla mnie zbyt ciemne:(. 

To już wszystko na dziś, pozdrawiam.

czwartek, 28 sierpnia 2014

...kolejne placki, tym razem nie tak bardzo niskokalorycznie...

...ale za to jakie smacznie :-) Placki wciąż, jak większość moich kuchennych eksperymentów, nie zawierają białej mąki, cukru, smażę je bez tłuszczu... Jednak niestety, co damy do środka (lub również jak i w moim przypadku-na wierzch;)) robi swoje. To, co otrzymałam na moim talerzu, w smaku przypomina placki po węgiersku mojej mamy, a jak wiadomo, wszystko, co wywodzi się z maminego garnuszka zachwyca smakiem. (Nie mam zielonego pojęcia, dlaczego przypomina mi się ten smak. Placki po węgiersku zrobione przede wszystkim z ziemniaków, smażone na masie oleju, z gulaszem, keczupem i śmietaną. Nie mówię, że nie lubię, jednak "składnikowo" bardzo odbiega od tego, co ja zrobiłam.)


Przepis na placki:
-1 jajko+1 białko
-3 łyżki płatków owsianych (zmielonych na mąkę)
-2 łyżki jogurtu naturalnego
-1 płaska łyżeczka proszku do pieczenia
-odrobina suszu warzywnego/soli/pieprzu/lub po prostu ulubionych przypraw :-)


1.Smażymy placki na posmarowanej olejem patelni (leję kilka kropel, po czym rozcieram papierowym ręcznikiem po całej patelni). Mi wyszły 3 duże placki.
2.Każdą warstwę posmarowałam Twarogiem Delikatnym President z rzodkiewką (gruuube warstwy).
3.Na wierzch dałam 2 łyżki domowego Ajvaru (uwielbiam ten dodatek, gdy jest sezon na paprykę, zaopatrujemy całą piwnicę w słoiczki z tym przetworem:)), serek camembert z grzybami (uwielbiam go, mój cichy zabójca) oraz oliwki...
Guten Appetit!

_________________________

Biorę udział w rozdaniu na blogu
http://rincewind99.blogspot.com/ :-)
http://1.bp.blogspot.com/-9QIc9lQErmU/U99_y2mS5SI/AAAAAAAAMwA/GF_ksu89a4c/s1600/rozdanie.jpg

poniedziałek, 25 sierpnia 2014

Wizyta w niemieckich drogeriach

Miałam okazję spędzić trochę czasu u naszych zachodnich sąsiadów. Miasteczko, ludzie i ich nieco odmienne zachowania, owszem, urzekły mnie, lecz nic nie zrobiło na mnie takiego wrażenia, jak dwa niewinnie wyglądające miejsca, a mianowicie: niemieckie drogerie dm i Muller.

 

Już w pierwszy dzień odwiedziłam dm, osławiony swoją marką własną Balea,co więcej, ciągnęłam chłopaka przez pół miasta do tej jaskini skarbów.
W następnych dniach nadszedł czas na Muller. Szczerze, nie słyszalam wczesniej o tej drogerii. Dowiedziałam się na dzień przed wyjazdem, robiąc internetowy research, jednak nie wyobrazałam sobie ogromu tego miejsca. Po wejściu do sklepu moim oczom ukazał się ISTNY RAJ.

 Żele pod prysznic o powalających zapachach. Drugi od lewej urzekł mnie tak bardzo, że dokupiłam jeszcze zapas do dozownika w tym samym zapachu.
Wszystkie w cenach 0,55-0,70€.

Moja ulubiona część: włosy.
Odżywki Balea bez silikonów, wzięłam na spróbowanie, gdyz czytałam o nich na blogach. Spróbujemy, zobaczymy.
Różową odżywkę z Isany mam pierwszy raz w życiu i na moich włosach zdziałała cuda. Sprawdziłam komentarze na KWC (niezbyt pochlebne) i wierzyć mi się nie chce, że moje włosy były po niej miękkie, śliskie i wygładzone.
Spray L'oreal do włosów zniszczonych-jestem wierna tego typu sprayom z Glisskura, jednak co zaszkodzi spróbować innych marek, zwłaszcza że kupiłam go za 1,50€!


Garnier masło kakaowe i olej kokosowy-nie przypominam sobie, żebym ją widziała w Polce, a jako, ze lubię jej siostrę- Awokado i Karite, wzięłam na spróbowanie. 


Balsam do włosów Schauma. Także się nie natknęłam w Polsce, a może się mylę? Szczerze mówiąc, spodziewałam się silikonowego serum konsystencji jedwabiu, zastałam balsam, w dodatku niemiło pachnący denaturatem (po powąchaniu od razu sprawdziłam ponownie skład, czy aby nie przeoczyłam Alcohol Denat na czołowym miejscu w składzie-takie odniosłam wrażenie po zapachu, jednak jak widać, tego składnika zupełnie brak. Urzekł mnie dodatek hydrolizowanej keratyny i olejku arganowego. Balsam już wypróbowałam, nałożyłam niewielką ilość od połowy długości włosów-na pierwszy rzut oka włosy wydają się "mokre", obciążone, jednak po kilku minutach efekt znika, a w ich miejscu oczom ukazują się idealnie gładkie pasma.

 Z tego, co mi wiadomo, produkt dostępny w Polsce. Nigdy nie lubiłam produktów Schaumy, do tej odżywki przyciągnęła mnie promocyjna cena 1€. Na samym początku składu: Hydrolyzed Collagen, Panthenol, Cocodimonium Hydroxypropyl Hydrolized Keratin, Hydrolized Keratin, co jeszcze zwiększyło moje zainteresowanie produktem. Obowiązkowo wylądował w moim koszyku, mam nadzieję, że mój entuzjazm nie okaże się zgubny.

Olejek do ciała kupiony na ogromnej platformie z naturalnymi kosmetykami w Mullerze. Ciekawa jestem tylko, jak ogromna przepaść jest między procentową zawartością oleju słonecznikowego, a ze słodkich migdałów. Oprócz tego: witamina E, olej jojoba, olej z owoców róży.
Naolejowałam na noc włosy, po odpowiednim zmyciu i naturalnym wyschnięciu włosy były sypkie i miękkie jak nigdy dotąd. Wątpię, że to zasługa oleju słonecznikowego, który jest na pierwszym miejscu w składzie, ponieważ to już przerabiałam i nie było takiego efektu. Stawiam na dalsze składniki, których jeszcze nie próbowałam solo (a powinnam, i zrobię to w najbliższej przyszłości).


Gdybyście słyszały, jak mój chłopak próbował mnie zapewnić, że olejkiem do ciała nie należy smarować włosów ("Kochanie, tu jest napisane K O R P E R, czyli "body", to nie nadaje się do włosów, zaufaj mi"). Dobrze, że nie widział, że myję włosy Facelle... Cena 2,95€/100ml


Pomadka do ust, także zakupiona w Muller. Terra Naturi jest to marka własna Muller, wspomniana wyżej platforma z naturalnymi kosmetykami. Duża zawartość olejków w składzie, moje usta są zachwycone od pierwszego użycia. Cena 1,15€

 

I ostatnie dwie rzeczy z niemieckiego Rossmanna. Tonik kupiłam, ponieważ skończył mi się mój ulubieniec z Biedronki, zobaczymy czego jest wart.

Jako, że Deutschland, oprócz piwa i wurstów, to także Kraina Słodyczy, nie omieszkałam zajadać się: lodami Ben&Jerry (najlepsze lody na świecie, zwłaszcza wersja Brownie oraz Cookie Dough), batonikami Milki z oreo, niebieskimi KitKatami i różnistymi żelkami. Coca cola vanilla jest w tej samej cenie, co zwyczajna cola (u nas cena jest dwukrotnie wyższa...), co więcej, znalazłam Coca-cola koffeinfrei, Light Lemon C (light cytrynowa z witaminą C), Sprite oraz Fanta bez cukru.

A tutaj kilka słodyczy, które znalazłam w Hiszpanii:








sobota, 12 października 2013

Parówki 100% mięsa

Niestety to, co proponują sklepowe półki często zostawia wiele do życzenia.. Parówki z niską zawartością mięsa to teraz norma. Dlatego proponuję samemu stworzyć coś na kształt parówek :) Oczywiście smakiem i konsystencją odbiegają od paczkowanych gotowców, niemniej jednak polecam spróbować-zwłaszcza, że nie ma z nimi wiele roboty.
Jedyne, czego potrzebujemy, to wybrane mięso: schab, łopatka, pierś, czy co aktualnie masz w lodówce:) Jakby się uprzeć, można zrobić nawet z ćwiartek, niestety trzeba wtedy nieźle się nagimnastykować, aby takowe pozbyć kości.
Ja użyłam filet z kurczaka+kilka kawałków fileta z indyka.
1.Mielimy surowe mięso. Można to zrobić zarówno z maszynce, jak i malakserze. Dorzucamy ulubione przyprawy.
2.Rozwijamy folię spożywczą i układamy na niej części zmielonego mięsa w walcowatych kształtach.
3.Zwijamy folię kilkakrotnie wokół parówki. Następnie albo każdą parówkę z osobna obwiązujemy nitką/sznurkiem na krańcach, albo bez użycia nitki rozdzielamy każdą parówkę kilkakrotnym skręceniem folii, tak jak na tym obrazku <--klik
4.Wrzucamy gotowe zwijańce na gotującą się wodę, gotujemy min. 15 minut.



Jeżeli nie posiadasz ani maszynki, ani malaksera, zawsze można poprosić panią w mięsnym o zmielenie kawałka kupowanego mięsa. Można też użyć gotowego mielonego, jednak wtedy nie mamy pewności, jakie mięso i co, oprócz tego zostało dodane do tej "mieszanki".

czwartek, 22 sierpnia 2013

dobrze, że mam w pobliżu czujnego faceta

 Moje śniadanie z dzisiaj-potrzebowałam witaminowej bomby, bo po kilku dniach z rzędu wieczornego biegania zaczyna mi trochę z nosa cieknąć-ciężko pogodzić się z faktem, że ciepła letnia pogoda odchodzi w siną dal :(
Swoją drogą pierwszy raz w życiu wyszły mi idealne jajka na miękko. Podczas kilku moich prób albo gotowałam je zbyt długo, albo były w środku jeszcze surowe. Choć muszę przyznać, że rzadko zdarza mi się jeść jajka w zwykłej postaci. Zazwyczaj ukrywam ich tuziny w ciastach, babkach i omletach.

Gdy TŻ wybierał się na zakupy poprosiłam, żeby kupił mi coś dobrego. Dobrego w domyśle słodkiego. Dobrze, że TŻ dba tak o mnie i o moją dietę, bo chłop stwierdził, że nie jem słodyczy, więc kupił mi... wędzonego łososia. W efekcie moje drugie śniadanie wyglądało niemal identycznie, jak pierwsze, z małymi poprawkami:

Dobrze mieć przy sobie kogoś, kto sprowadzi Cię na ziemię i ustrzeże przed zawaleniem diety. Ostatnio, gdy pozwoliłam sobie na wieczorne naleśniki z nutellą, od razu następnego dnia na siłowni odczułam efekty zgubnego jedzeniowego wyboru. Nie wierzyłam w to, że jeden wyskok potrafi dać tak w kość. Ale człowiek jest niedowiarkiem, póki nie doświadczy tego na własnej skórze.

sobota, 17 sierpnia 2013

Co mówią: NA SIŁOWNI


Trafił do Was już ten filmik? Chłopaki potrafią poprawić humor :D
 Bardzo przypadł mi do gustu jeszcze ten "odcinek":


Pieczone sajgonki. Najwyższa pora zacząć dbać o swoje kłaczki :)

Cześć i czołem :)
Ostatnio się jakoś strasznie wkręciłam w blogi o pielęgnacji włosów. Usłyszałam kilka opinii na temat mojego "upierzenia" :P , jakoby stan moich włosów znacznie się polepszył. Wcześniej były one w opłakanym stanie (prostowanie od -o zgrozo!, podstawówki, okres niedożywienia, wyniszczających diet, drastycznego obcinania kalorii), a jako, ze staram się o zadbane ciało, to dlaczego włosy mają zaprzeczać definicji zdrowia?

Od dłuższego czasu spijam drożdże, siemię lniane pochłaniam wręcz kilogramami, dodaję je praktycznie do wszystkiego, co jem-bardzo mi smakuje, a przy okazji troszczy się o czystą buzię, mocne paznokcie (uwierzcie mi na słowo, sprawdzone w stu procentach;)) i najwyraźniej- o kondycję włosów.

Tak sobie przeglądam te blogi i nie mogę się nadziwić, ile "włosomaniaczki" są w stanie nawalić tego wszystkiego na łebki :P aż mi wstyd, że moje "zabiegi" kończą się na nałożeniu szamponu, odżywki i jedwabiu (który swoją drogą też podobno do najlepszych kosmetyków nie należy, ale póki co, muszę pogłębić swoją wiedzę).
Także w poniedziałek lecę do Rossa po olejek na włochy, mam nadzieję, że moje domowe urodowe eksperymenty nie skończą się porażką, tak jak to było przy rozpaczliwych próbach depilacji pastą cukrową-boli mnie na samą myśl, awrr.
 A tym czasem wrzucam przepis:)

PIECZONE SAJGONKI
Nie miałam okazji jeść tych tradycyjnych, smażonych, ale może kiedyś, kto wie :)
 Moja propozycja pewnie nie ma wiele wspólnego z tymi podawanymi w azjatyckich knajpkach, potraktowałam je bardziej jako wykorzystanie resztek (przecież nie chcemy, żeby jedzenie się marnowało :))

Składniki:
-papier ryżowy-ja zużyłam 20 listków
-30g makaronu sojowego
-150g zmielonego mięsa-u mnie schab wieprzowy, który potraktowałam malakserem
-1 marchew
-kawałek selera
-1 cebula
-kilka grzybów mun
-pędy bambusa
-ulubione przyprawy, ja wrzuciłam paprykę ostrą i słodką, pieprz ziołowy, zioła prowansalskie i mój ukochany sos sojowy-dużo sosu sojowego
lub po prostu-wrzućcie to, co macie w lodówce ;)

1.Grzyby moczymy w gorącej wodzie przez 20 min, podobnie robimy z makaronem-zalewamy wrzątkiem i zostawiamy na ~10min -najlepiej w tym wypadku sugerować się instrukcją na opakowaniu.
2.Zmielone mięso wrzucamy na patelnię i doprawiamy.
3.Marchew, seler ścieramy na tarce, cebulę, pędy bambusa i namoczone grzyby kroimy drobno, wszystko wrzucamy do podsmażonego mięsa (u mnie bez tłuszczu). Dodałam jeszcze pół niezidentyfikowanej papryczki konserwowej, którą przywlekłam z Chorwacji i z wielką ochotą włożyłam do buzi całą jedną sztukę-myślałam, że umrę, chwilę później wypiłam duszkiem 2l wody mineralnej. Od tej pory uważnie je dawkuję do potraw, a jeden malutki słoiczek starczy mi na kilka najbliższych miesięcy.
4.Całość dodatkowo przyprawiamy i dusimy pod przykryciem 20-30 minut, dolewając wody w razie potrzeby. Po upływie tego czasu ściągamy pokrywkę i dokładnie odparowujemy.
5.Wlewamy trochę letniej wody na talerz i każdy arkusz papieru ryżowego moczymy przez 2 sekundy, aby zmiękł. Układamy papier na blacie, nakładamy farsz (u mnie po bardzo kopiastej łyżce na jeden listek) i zawijamy tak jak krokiety:
z bloga zbrosiakowacocina.blox.pl

6.Pieczemy w piekarniku nagrzanym do 180-200* przez około 20-30min, aż się przyrumienią.


Sajgonki jedzone widelczykiem-o cholerka, ale amatorszczyzna :O
Moje zmagania z pałeczkami zakończyły się podczas próby jedzenia nimi sushi-ryba była wszędzie, tylko nie w moich ustach. W końcu się poddałam i jadłam rękoma :)
Jednak jestem europejska kobitka i bez widelca nie dam sobie rady :P

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Koniec urlopu, powrót do codzienności

Oo tak, skończyły się wszelkie moje wyjazdy. Wracam na dobre do życia, jakie prowadziłam przed rozpoczęciem wakacji. Opuściłam kompletnie bloga na ten czas, teraz będę starała się nadrobić straty.

Zauważyłam u siebie jakieś stany depresyjne i powrót zaburzeń odżywiania. Kiedy byłam poza krajem, moich myśli nie zaprzątało ciągle jedzenie, chodziłam szczęśliwa, każdy mi mówił, ze jestem wiecznie uśmiechnięta. Mimo, ze jadłam z głową, nie pozwalałam sobie na słodkości i fast foody, odmawiałam sobie spróbowania wielu regionalnych potraw, to w mojej głowie nie siedział non stop temat jedzenia. Miałam przy boku osobę, na której mi strasznie zależało i to właśnie ta osoba była powodem mojej radości. Nagle wróciłam do domu, czar prysł. Ciągłe dylematy, co by tu jeszcze zjeść, choć żołądek bolał z przejedzenia. Jadłam tak długo, aż nie czułam kompletnie smaku. Po 3 bułkach z nutellą nadchodziła kolej na następne 3 bułki z pasztetem, potem jeszcze kilka parówek, batoniki i kiełbasa. I kilka misek płatków z mlekiem. Później płacz i wyrzuty sumienia. Obiecywanie sobie, że to był ostatni raz, że muszę być silna i powiedzieć sobie stop. Po czym następnego dnia historia toczyła się tak samo.
Anoreksja, kompulsywne objadanie, jeszcze tylko bulimii brakuje mi do kompletu. Ale boję się rzygać. Kiedyś nawet próbowałam z koleżanką (zaawansowaną w tym temacie ,że tak powiem), ale mimowolnie cofałam palce, po prostu nie umiałam. Może to i lepiej, bo jeszcze by mi się spodobało.

Ale od kilku dni wzięłam się w garść. Skończyłam się nad sobą użalać, bo wiem, że nie ma możliwości powrotu mojej wakacyjnej radości. Muszę znaleźć inny sposób na sprawianie przyjemności swojej duszy i ciału. Wracam do tego, co tak kochałam przed tym dołkiem psychicznym-zdrowe jedzonko, gotowanie, siłownia, buty sportowe i radośnie nabijane kilometry siłą własnych nóg :)

Byłam dzisiaj po nowy karnet w klubie, od razu zostałam na "chwilkę", nie mogłam się oprzeć. Wykonałam swój plan treningowy, następnie 25minut bieżni (bieg 10km/h przeplatany z szybkim marszem z max. pochyleniem), po czym godzinka ćwiczeń grupowych na BOSU. Było świetnie, kompletnie odżyłam :)

JEDZENIE:
  • jestem ogromnie zadowolona z tego, że udaje mi się unikać wysoko węglowodanowego jedzenia. Co prawda ilość węgli waha się w granicach 50-150 (zależy jak bardzo kuszą mnie owoce:P) i to w dodatku są to węglowodany w większości z warzyw. Za to zawyżam podaż tłuszczów.
  • Dążę do całkowitej eliminacji słodzika (jakikolwiek by on był, stewia to nadal słodzik). Wcześniej moje jedzenie było strasznie przesłodzone (uwielbiam słodkie), teraz dzięki ograniczeniu słodzidła odkrywam nowe smaki, które wcześniej słodkość bezczelnie zatajała. Może dzięki temu zniknie mi też całkowicie ochota na słodycze i nie będę musiała zalczyć z instynktem czekoladoholika :)
  • Chciałabym stopniowo ograniczyć też nabiał, który pochłaniam w ilościach hurtowych. I niech nikt mi nie mówi, że wszystko jest dla ludzi-kostka twarogu, 2 wielkie serki wiejskie i krążek camemberta w jeden dzień nie mieszczą się w granicach rozsądku. Uwielbiam nabiał i to kolejna rzecz, z którą muszę walczyć.

Wstawiam kilka fotek z moich wakacji:

 Tureckie słodycze-dla takich przyjemności warto nachylić każdą dietę:)

Turcja gwarantuje rozrywkę nie tylko dla podniebienia, ale także i dla oczu-piękny Błękitny Meczet. W moich doznaniach swoimi kształtami przebił nawet mieszczącą się niedaleko Hagię Sofię.

 To z kolei Chorwacja. Lepiej było nie ryzykować nadepnięcia tych żyjątek ;)

Mój zawodowy pływak-nie przepuścił żadnej okazji, by pochlapać się w morzu. Na plaży pustki, ludzi chyba przerażała ogromna ilość schodów ustawionych praktycznie pionowo-jak myślicie, kto z uśmiechem na twarzy wbiegał po nich w najszybszym tempie? Oczywiście, że ja!:)

 Następny i tym samym ostatni przystanek-Bułgaria. Tu plaża i morze nie były takie piękne jak na Chorwacji, większość czasu spędzałam na hotelowym basenie lub spacerując po miasteczku.

 Trzymajcie się ciepło, jeszcze tylko 2 tygodnie wakacji, korzystajcie ile się da :)

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...